środa, 17 lipca 2013

Muesli - Morning, Vitelle, Master Crumble

Zgodnie z życzeniem osoby przeze mnie lubianej, postanowiłam wybrać się do Lidla wyłącznie w celu zakupienia płatków śniadaniowych, które w moim przypadku bywają raczej deserem.

W Lidlu byłam wcześniej tylko raz, dawno dawno temu, nie dziwne zatem, że wjechałam na parking wyjazdem, a do sklepu weszłam wyjściem. Takie rzeczy czasem po prostu muszą się wydarzyć zanim się nie pozna organizacji sklepu :).
Na szczęście przy wyjściu, które wzięłam za wejście skierowała się na mnie masa spojrzeń rzucanych znad wózków z zakupami. Jakieś dziecko na mój widok dostało spazmów, kogoś zatkało, ktoś inny się zakrztusił. Wszystkie te objawy oburzenia i przerażenia przez złamanie przeze mnie jakże niefrasobliwie reguł sklepowych, dały mi do myślenia i skierowały na właściwą drogę.

Ale przejdźmy do rzeczy.
Zdecydowałam się za zakup trzech rodzajów płatków : Morning crunchy, Vitelle ryżowo-pszenne oraz Master Crumble.
Zacznę od tego, co mi najbardziej smakuje:

Są chrupki zbożowe z okienkiem do podglądania, rysunek truskawek, które również przy odrobinie szczęścia można w okienku podejrzeć. Kolorowo, z sugerowanym mlekiem - ok.

 Pewnie jesteście zdziwieni, że nie ma żadnego opisu marketingowego. Ja też jestem zdziwiona.
Kwestia składu:
  • super sprawa, że producent podał dokładny skład procentowy wszystkich składników. Teraz możemy takie płatki zrobić sami ;)
  • nie jest to błąd w etykiecie, ale osobiście nie zachwyca mnie dodatek cukru na drugim miejscu.
  • ekstrudat zbożowy - ja nie wiedziałam co to jest. Sprawdziłam - wszystkie wymienione w nawiasie składniki są ładowane do ekstrudera, gdzie są poddawane obróbce cieplnej (120-180st.C), ciśnieniu oraz mieszaniu. Powstają w ten sposób chrupki zbożowe. Więcej możecie znaleźć TUTAJ.
  • olej roślinny - JAKI????
  • truskawki liofilizowane - o procesie liofilizacji przeczytacie w Wikipedii. W skrócie polega to na zamrożeniu truskawek i wysuszeniu ich.
  • bardzo ważny błąd - nie zaznaczono alergenów pokarmowych. Powinny w jakikolwiek sposób wyróżniać się w tekście (np. innym kolorem czcionki, pogrubieniem, kursywą).
 Według mnie w tych płatkach jest zdecydowanie za dużo cukru, jest dodany w ilości 14%, a dodatkowo występuje również w ekstrudacie.

Przechodzimy do:
Znów obrazki i zwyczajne zdjęcie tego co jest w środku. Bosko.
 
Ot i cała reklama.

Teraz skład:
  • jest wartość odżywcza - plus 
  • czy wiecie, że wiele suszonych owoców jest konserwowana dwutlenkiem siarki E220? Jak już wspominałam, nie jestem nastawiona wrogo do dodatków do żywności. Ale dwutlenku siarki nie lubię. W tych płatkach dwutlenek siarki jest obecny w ananasie, moreli i mango. 
  • patrząc na skład widzę 44% suszonych i kandyzowanych owoców, ale wdał się błąd i informacje o mieszance owoców nie kończą się tam gdzie powinny (nie zamknęli nawiasu).
  • plus za tak dużą ilość owoców
  • nie zaznaczono alergenów pokarmowych.
 I ostatnie:
Możecie nie widzieć na zdjęciu napisu przy słowie "Płatki" : "Płatki ryżowo-pszenne w polewie cukrowej wzbogacone w 8 witamin z mieszanką owoców egzotycznych".
Wygląda na to, że ta firma nie uznaje przecinków.


 Zrobienie zdjęć takiej torebce jest naprawdę trudne, więc proszę na nie nie sarkać. Myślę, że widać to co najważniejsze.
  • jest dużo cukru, biorąc pod uwagę cukier z polewy i cukier z owoców jest to z pewnością powyżej 13% zawartości opakowania.
  • witaminy dodane do produktu powinny się znaleźć w wartości odżywczej z podaniem procentowego pokrycia dziennego zapotrzebowania na te witaminy (jak później zobaczymy producent warunek spełnił)
  • ilość owoców suszonych i kandyzowanych to 25%. Zajrzałam do opakowania i ciężko było mi je znaleźć ;).
  • nie zaznaczono alergenów pokarmowych.
 Wklejam wartość odżywczą na dowód, że producent podał wszystko jak należy. Aczkolwiek zastanawia mnie różnica między ZDA, a GDA. Opiszę Wam różnicę w następnym poście.

Podsumowując:
- muesli, które wszyscy bierzemy za produkt sprzyjający odchudzaniu, może Was zdziwić ilością dodanego doń cukru.
- osobo przeze mnie lubiana - mam nadzieję, że wśród tych produktów trafiłam na ten, który Ty lubisz i spożywasz :)

środa, 10 lipca 2013

Ekstra Pomorski z dodatkiem masła i Masło Polskie

Słowem wstępu - nie jestem wojującą zwolenniczką ani masła ani margaryny. Uważam, że warto jeść jedno i drugie, ponieważ każdy z tych produktów zawiera składniki niezbędne dla naszego zdrowia.
To tak jak w przypadku mężczyzn - blondyni mają swój urok, co nie oznacza, że na brunetów nie warto zwracać uwagi.

I tym oto niezbyt zgrabnym porównaniem przechodzę do przykładów z mojej bogato wyposażonej lodówki.

Ekstra Pomorski z dodatkiem masła.
  • Moja pierwsza uwaga dotyczy tego 40g GRATIS. Produkt ten kupuję od co najmniej 5 lat i podejrzewam, że owa promocja będzie trwała co najmniej do końca świata.
  • Rysunek sielskiej łąki, drewnianego płotka i domu nawiązują do dodatku masła w produkcie. Ale zauważcie, że nie ma krowy. Może to i śmieszne, ale ja widzę w tym osobę sprytną i cwaną; bo przecież rysunek bezpośrednio do masła nie nawiązuje, prawda?
  • "Źródło witamin i kwasów (tłuszczowych) omega-3" - jak wiemy z mojego poprzedniego posta, NNKT występują w margarynie naturalnie. Na razie jednak nie uprzedzajmy faktów, dotrzemy do etykiety i wtedy osądzimy tę kwestię jak należy.
Lecimy z opisem wyrobu:
Opis ten jest tak zwięzły i oczywisty, że aż nie mam do niego uwag.

I etykieta:
  • megahiperduperwielki minus za brak informacji o użytych do produkcji olejach (słonecznikowy, rzepakowy?)
  • ilość dodatku masła jest porażająca - 6,2%
  • niechętnie odnoszę się do substancji konserwujących i emulgatorów, ponieważ wiem, że można byłoby je zamienić bardziej naturalnymi.
  • plus za podanie wartości odżywczych:
  •  wracam do tematu "Źródło witamin i kwasów omega-3". Według prawa żywnościowego producent nie może podkreślać na opakowaniu właściwości produktu, które są powszechnie znane (np. sławetna reklama oleju "nie zawiera cholesterolu"). Jeśli chodzi o wzbogacanie margaryny, czy też w tym przypadku Mixu witaminami - ok, jest to coś dodanego, czym warto się pochwalić. Ale nie dotyczy to już kwasów tłuszczowych omega-3.
Podsumowując - autorka bloga powinna świecić przykładem i prezentować prawdziwą margarynę, ale do tego mixu ma słabość ;).





Teraz produkt numer dwa - Masło Polskie:
  •  No cóż, znowu te gratisy. Nie wiem ile lat trwa ta promocja, bo Masło Polskie kupiłam pierwszy raz.
  • Tutaj rysunek sielskiej łąki ze szczęśliwą krówką byłby jak najbardziej na miejscu, aż szkoda, że go nie ma. Jest natomiast certyfikat, i dobrze.
Opis wyrobu:
 "Masło ekstra", zgodnie z prawem, zawiera co najmniej 82% tłuszczu i wszystko na razie się zgadza.

Etykieta:
  • Jeden składnik! 
Podsumowując:
  • producent podaje wyłącznie rzetelne informacje, pozwolił sobie jedynie na "50g więcej"
  • wszystkie niezbędne mi do życia wiadomości otrzymałam i jestem zadowolona
  • Jest taki fragment filmu "Kiler", gdzie Siara dzwoni do agencji towarzyskiej i mówi tylko " Siara. I wszystko jasne.". Opakowanie Masła Polskiego Mlekovity kojarzy mi się właśnie z tą sceną ;).
Jeśli Waszym życzeniem jest abym poszukała nieco lepszej margaryny niż dziś zaprezentowałam - nie ma sprawy. Dajcie mi tylko znać :)

Masło a margaryna

Moi mili, ponieważ znudził Wam się temat herbat, opiszę Wam przykładowe masło i mix tłuszczowy z mojej lodówki.
Abyście jednak w pełni zrozumieli czym się różni margaryna od masła post ten, tak jak w przypadku herbaty, potraktuję jako wstęp teoretyczny :)


Co nieco o margarynie:
  • Pierwszą margarynę stworzył Hippolyte Mege-Mouries w 1869 roku (z łoju wołowego i mleka).
  • Obecnie margaryna jest emulsją rafinowanych tłuszczów roślinnych lub zwierzęcych z wodą lub mlekiem. Plus, oczywiście, dodatki poprawiające trwałość, smakowitość i wartość żywieniową.
  • Może mieć różną zawartość tłuszczu, co się wiąże z jej poprawną nazwą, ale nie będę Was zanudzać przepisami.
  • Plusy margaryny: 
+ może zawierać dużo NNKT (Niezbędnych Nienasyconych Kwasów Tłuszczowych), które pewnie kojarzycie z reklam rybek sprzed dwóch lat. NNKT mają całą masę zalet - m.in. obniżają poziom cholesterolu we krwi, wzmacniają serce oraz pracę mózgu.
+ nie zawiera cholesterolu
+ dobrze się smaruje na kanapce ;)
+ ma długą trwałość
+ można ją wzbogacać fajnymi naturalnymi dodatkami do żywności (barwnikami naturalnymi - np. E160, czyli beta karotenem z marchewki, lecytyną z soi E 322, witaminami A D E, przeciwutleniaczami, hydrokoloidami - np. E 401).
  • Minusy margaryny:
- nie jest produktem naturalnym
- stosowane są niezbyt wspaniałe dodatki do żywności (emulgatory półsyntetyczne lub syntetyczne E471, a,b,c; E476; konserwanty)
- istnieją margaryny twarde, które zawierają izomery trans kwasów tłuszczowych (mające wiele potwierdzonych i niepotwierdzonych niekorzystnych właściwości)



Co nieco o maśle:
  • Podobno historia masła sięga 4tysięcy lat, przeczytałam o tym TUTAJ , ale szczerze mówiąc nie jest to dla mnie zbyt wiarygodne źródło informacji.
  • Obecnie masło otrzymuje się metodą domową (w maselnicy) lub nieco bardziej skomplikowaną w fabrykach (wydzielenie śmietanki z mleka, pasteryzacja śmietanki, odgazowanie śmietanki, dojrzewanie śmietanki, dodatek beta karotenu, zmaślanie, odprowadzanie maślanki, wygniatanie i solenie masła). 
  • "Prawdziwe" (czyli w naszym rozumieniu- pełnowartościowe) masło zawiera co najmniej 82% tłuszczu.
  • Plusy masła:
+ jest produktem naturalnym
+ ma naturalnie dobry smak i zapach
+ nie powinno być wzbogacane dodatkami syntetycznymi i półsyntetycznymi
  • Minusy masła:
- zawiera bardzo dużo nasyconych kwasów tłuszczowych (nie można powiedzieć, że są niekorzystne dla zdrowia, ale w naszej diecie przesadzamy z ich ilością, co może prowadzić m.in. do choroby wieńcowej) i jednocześnie bardzo niewiele NNKT
- zawiera dużo cholesterolu (historia podobna jak z nasyconymi kwasami tłuszczowymi)
- ma krótką trwałość
- kiepsko się smaruje ;)

O długoletniej wielkiej batalii na temat wyższości masła nad margaryną lub odwrotnie, można znaleźć w internecie mnóstwo artykułów. Pierwszy z góry TUTAJ

A skąd wzięłam wszystkie mądrości powyżej? Między innymi z książki "Wybrane zagadnienia z technologii żywności" pod redakcją Marty Mitek i Mirosława Słowińskiego.

wtorek, 9 lipca 2013

Teekanne Lemon Tea

Moglibyście stwierdzić, że uparłam się na firmę Teekanne, uwierzcie jednak, że wszystkie produkty spożywcze, które opisuję biorę z własnej szafki kuchennej lub ewentualnie od bliskich mi osób.
"Lemon Tea" jest herbatą namiętnie spożywaną przez moją mamę. Chłonie ten napój wszystkimi zmysłami o każdej porze dnia i nocy. Przygotowuje go na własny, niezwykle zawiły sposób i za nic w świecie nie może się jej oprzeć.

My jednak przyjrzyjmy się etykiecie, wolni od tej bezwarunkowej miłości.
Na początek, rzecz jasna, zdjęcie produktu, o którym mowa:
Historia podobna jak przy "fresh orange" - kolory nawiązujące do nazwy - duuuużo cytryny i - dla odmiany - pojedynczy motyw herbaty.

Obróćmy opakowanie aby przyjrzeć się opisowi marketingowemu:

  • kraj pochodzenia herbat i cytryn zupełnie nieznany,
  • pamiętajcie, że opis "sok z wysokiej jakości cytryn" nie równa się "sok wyciśnięty z wysokiej jakości cytryn",
  • określenie "wysokiej jakości" można wcisnąć wszędzie. Gdyby coś było naprawdę wysokiej jakości widzielibyśmy na opakowaniu certyfikaty,
  • "całkowicie naturalna mieszanka herbat" - czy widzicie, że to określenie "całkowicie naturalna" odnosi się wyłącznie do "mieszanki herbat"? Warto zwracać uwagę na takie marketingowe myki.
I wreszcie skład:


  • "Tea" w nazwie wyrobu ma rację bytu, gdyż produkt zawiera AŻ 79% herbaty,
  • tylko co to za herbata? skąd ją wzięli? 
  • koncentrat soku cytrynowego nie został rozpisany szczegółowo. Jest to duży błąd na etykiecie. I teraz pozostaje dla nas zagadką, czy jego skład wygląda tak: 
Woda, sok wyciśnięty z cytryn, cukier, przeciwutleniacz.czy tak:
Woda, kwasek cytrynowy, emulsja cytrynowa, aromat cytryny, konserwant (E202, E211), przeciwutleniacz (E300), guma ksantanowa, barwnik.
  • w porównaniu do herbaty "Madras", do której przyczepiłam się ze względu na lekkie rozdrobnienie, herbata "Lemon Tea" jest bardzo rozdrobniona.
  • ilość łodyżek jest podobna jak w herbacie "Madras".
Podsumowując:
- mamo, zastanów się nad tą herbatą ;):*

ZAS "Madras"

Dziś dla odmiany herbata:


Jakie macie zdanie na temat grafiki? Czy producent coś sugeruje, czy włazi w oczy obrazkami? Według mnie nie, dwa skromne rysunki gałązki listków herbaty i małej chińskiej altanki (chyba chińskiej i chyba altanki ;)) to wszystkie ozdoby pudełka herbaty Madras.

Przyjrzyjmy się opisowi wyrobu:

W tym miejscu muszę Was przeprosić za rozjechane literki, ale trochę trzęsą mi się ręce po niedzielnej siatkówce i moje zdjęcia są zasnute mgiełką rozmarzenia.

Wracając do tematu : opis wyrobu nie do końca mi się podoba, ponieważ:
  • brakuje dokładnej informacji o krajach pochodzenia herbat (mowa jest o mieszankach z południowo-wschodniej Azji, jak dla mnie to nieco zbyt ogólne)
  • informacja o mieszance herbat liściastych nieco mnie kołuje, bo w opakowaniu znajduje się herbata lekko rozdrobniona.
Teraz kwestia składu:

  • wśród liści znajdują się łodyżki, co jednak - jak wiemy z posta o herbacie - nie jest niczym nadzwyczajnie rażącym w czarnej herbacie
  • herbata pachnie herbatą przed i po zaparzeniu
  • skład z etykiety jest prosty i piękny.

Cóż więcej mogę powiedzieć? Przyczepiłam się do drobiazgów, ale patrząc na etykietę i pijąc zaparzoną herbatę Madras nie czuję się oszukana przez producenta.